
Paweł Szydłowski
Autor, inwestor, szkoleniowiec
Przez rynek nieruchomości w 2022 roku przeszło tsunami… czyli co konkretnie? Za chwilę przedstawię punkt widzenia praktyka tego biznesu, który na co dzień na nim działa i gdyby słuchał wszystkich wróżb i prognoz tzw. ekspertów, już dawno, czyli kilka miesięcy temu uciekłby z tego rynku. Tymczasem nadal na nim działam, z powodzeniem!
Większość prognoz ekspertów, ekonomistów oraz analityków przewidywała spadek cen na rynku nieruchomości w 2022 roku. Argumenty bywały różne, natomiast w zdecydowanej większości opinii, spadek miał nastąpić. Mamy 2023 rok i spadku nie było. Co poszło “nie tak”? Otóż większość osób, które publicznie prognozowały, faktycznie miała swoje argumenty, tyle że były to argumenty z modeli ekonomicznych a nie płynące prosto z rynku. A ten to przede wszystkim emocje. Kiedy kupujesz swoje pierwsze mieszkanie, kiedy w miarę możliwości zmieniasz je potem na dom, to zawsze emocje idą o krok przed decyzją.
Można wstrzymać akcję kredytową, co nastąpiło w minionym roku, ale nie można zatrzymać marzeń o swoim miejscu na Ziemi. Więc zaciągnięty został ręczny hamulec na kredyty hipoteczne i przeniesiono tymczasowo popyt zakupowy na rynek najmu. Rzecz w tym, że każdy zaciągnięty hamulec kiedyś trzeba zwolnić. To zawsze oznacza tzw. falę odroczonego popytu. Zatem według mnie….
TSUNAMI DOPIERO NADCHODZI
I wymiecie ono z rynku wszystkie mieszkania, które można kupić i w nich zamieszkać. Dlaczego ceny nieruchomości w 2022 roku nie odnotowały solidnego spadku, jak wieszczyło wielu tzw. ekspertów? Ponieważ w rzeczywistości, jeśli czegoś się nam zabrania, to pragniemy tego jeszcze bardziej. Jeśli ktoś Ci mówi, że nie dostaniesz kredytu hipotecznego na zakupu upragnionego mieszkania, to owszem, prawdopodobnie nie kupisz go teraz, ale jak tylko sytuacja na rynku się zmieni, natychmiast wrócisz do realizacji planu. A w czasie, kiedy ty nie mogłeś kupić swojego upragnionego mieszkania, deweloperzy przestali je budować, bo i dla kogo?
Co oznacza brak budowy w 2022 roku? Oznacza, że w kolejnych latach wystąpi gigantyczny deficyt nowych mieszkań na rynku pierwotnym. Skoro tam ich nie będzie można kupić to gdzie przeniosą się poszukiwania? Tak jest, na rynek wtórny! Co z kolei spowoduje dynamiczny wzrost cen, ponieważ popyt będzie niezwykle dynamicznie wzrastał.
Zatem, drodzy “ekonomiści”, “eksperci” i “teoretycy”… zrozumcie emocje rynku, to być może Wasze teorie będą mniej oderwane od rzeczywistości. Chyba, że chodzi o to, żeby jednak były, bo przecież i tak nikt nie ponosi odpowiedzialności za swoje prognozy, które niewiele miały wspólnego z rzeczywistością. Za to świetnie się sprzedawały w mediach, które jak wiemy, karmią nas przede wszystkim defetyzmem, bo optymizm źle się medialnie sprzedaje.
Podsumowując: rok 2023 przyniesie w mojej ocenie przede wszystkim powrót dobrych nastrojów na rynek i pierwszą, może jeszcze nieśmiałą ale jednak, falę odroczonego popytu. To będzie również rok wyborczy a jak wiemy, wybory mają w dupie ekonomię. To jest moja teoria, w dodatku wygłoszona na moim blogu i się pod nią podpisuję!